Boże mój, Boże mój, czemuś Mnie opuścił?

Byłeś sam. I wtedy w Ogrójcu, i gdy Cię sądzili, i kiedy niosłeś krzyż. I wtedy, gdy na tym krzyżu zawisłeś. Byłeś sam, choć otaczało Cię wielu ludzi. Najpierw spali, a potem ci nieliczni, którzy odważyli się towarzyszyć Ci, niewiele mogli zrobić. Nikt nie mógł podać ręki, powiedzieć paru słów dodających otuchy. Byłeś skazańcem, a skazaniec zawsze jest sam. Ze swoim cierpieniem, lękiem, poczuciem krzywdy. Czy Twoje słowa: „Boże mój, Boże mój, czemuś mnie opuścił” były Twoim ostatnim kazaniem przypominającym świadkom słowa Psalmu, czy też rzeczywiście czułeś się opuszczony nawet przez Ojca? Nie wiem.

Żyję wśród ludzi. Mogę się z nimi spotykać i rozmawiać. Ale są chwile, kiedy czuję się zupełnie sam. Bo zlekceważyli, nie zrozumieli, czasem fałszywie osądzili. Chciałbym wtedy, żebyś Ty był ze mną. Rozum mi mówi, że jesteś. Ale serce się boi. Bo jeśli jestem śmieszny, jeśli nie miałem racji, jeśli uniosłem się niepotrzebnie albo zbyt wiele od bliźnich wymagam, to czy mogę liczyć, że Ty będziesz ze mną? Nie musisz przyznawać mi w sporze racji. Nie musisz patrzyć na moich bliźnich krzywym okiem. Tylko bądź ze mną. Tylko chciej mnie zrozumieć…


Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *